HY9A4596

Aga Prus 

Aga, zainspirowana wieloletnią tradycją rodzinną, stworzyła, razem z ojcem Januszem, wyjątkową pracownię szewską, w której historia przeplata się z nowoczesnością. Jako wnuczka jednego z najbardziej znanych szewców w powojennej Warszawie, Brunona Kamińskiego, od kilku lat łączy swoje świeże podejście ze spuścizną dziadka i unikalnym doświadczeniem ojca. Spotykamy się w przytulnej pracowni Agi na Ochocie żeby zobaczyć warsztat szewski od kuchni, porozmawiać o historii zakładu, współczesnym rzemieślnictwie i „starej” Warszawie.


Pracownia na Ochocie Warszawa 

Rozmowwa: Zacznijmy od historii Twojego dziadka, Brunona Kamińskiego.

Aga Prus: Brunon Kamiński był tatą mojej mamy. Niestety nie pamiętam go zbyt dobrze, bo zmarł jak miałam osiem lat. Dziadek przyjechał ze wsi na Pomorzu, Pszczółki. Nie wiadomo jak narodził się pomysł, że zostanie szewcem. We wsi prawdopodobnie nieczęsto chodziło się w butach. Istnieje obiegowa legenda rodzinna, która opowiada, że dziadek chciał założyć zakład szewski na Nowym Świecie w Warszawie. Nie wybrał Gdańska. Mierzył najwyżej jak się dało. Przyjechał do Warszawy przed wojną. Stacjonował w różnych zakładach szewskich. Podobno uczył się u trzynastu szewców. Na początku pracował za wikt i opierunek. Pieniądze mógł zarabiać dopiero po otrzymaniu papierów czeladnika. Pracownię otworzył w 1943 roku. W latach 60. tworzył dla Mody Polskiej, a Xymena Zaniewska zamawiała u niego buty dla swoich prezenterek. Projektował buty dla gwiazd kina, muzyków, partyjnych dygnitaży i ich żon. Wykonał również buty dla Papieża Jana Pawła II.

Gdzie dokładnie mieściła się pracownia Twojego dziadka?

Przy ulicy Nowy Świat 22. Dziadek stworzył pracownię na gruzach. Odbudował kamienicę zniszczoną podczas wojny. Teraz kamienica stoi pomiędzy pawilonami. Wolnostojący, biały budynek jest pozostałością po oficynie, która ciągnęła się od Nowego Światu dalej wgłąb podwórka. Na dole do dziś mieści się pracownia szewska, którą prowadzi mój wuj, kuzyn mamy, a na górze jest mieszkanie. Obok również przez lata mieściła się słynna farbiarnia skór. Parę lat temu w jej miejscu powstał kolejny bar.

Jak to się stało, że również Twój tata zaczął zajmować się szewstwem?

Rodzice zaczęli się spotykać jeszcze w liceum. Mój tata zawsze był uzdolniony manualnie. W pewnym momencie zaczął się po prostu interesować pracą dziadka. Studiował technologię drewna. Zaczął przyuczać się u przyszłego teścia.

Czy Twoi rodzice wpoili Ci artystyczne zainteresowania?

Ciężko powiedzieć. Moja mama nie ma kreatywnego zawodu. Tata jest kreatywny, ale zawsze miał przede wszystkim duże zacięcie techniczne. Robił deski windsurfingowe. Prowadził zakład produkcyjny butów dla panczenistów. Opracowywał autorską technologię wykonywania konstrukcji tych butów. Może ukształtowało mnie trochę liceum na Bednarskiej. Wcześniej interesowałam się matematyką, a tam zaczęłam malować. Tak powstał pomysł żeby pójść na architekturę.

HY9A4646
agaprus2

Kiedy pomyślałaś, że to może być również Twój zawód?

Dorastając postrzegałam szewstwo jako męski temat. W dzieciństwie kiedy przychodziliśmy w sobotę na Nowy Świat, ja, mama i siostra szłyśmy do mieszkania na górze gdzie babcia szykowała obiad, a na dole mężczyźni pracowali. Zaczęłam myśleć, że mogłabym się tym zajmować dopiero po studiach. Skończyłam Architekturę Wnętrz na warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych. Pracowałam wtedy w studio graficznym, ale od jakiegoś czasu myślałam o założeniu czegoś własnego. Mieszkałam na Nowym Świecie, nad pracownią dziadka. W tym czasie tata pracował przez chwilę u wuja. To tata wpadł na pomysł żeby połączyć jego doświadczenie z moim świeżym podejściem. Zrozumiałam, że mam unikatową szansę. Chyba nie było konkretnego wydarzenia, które skłoniło mnie do założenia firmy. Pamiętam, że siostra mojego męża brała ślub i chciała zamówić buty na tę okazję u taty. Nie wiedziała jak te buty mają wyglądać. Nie miała konkretnego projektu. Poprosiła mnie o pomoc. Zobaczyłam wtedy, że w obecnym modelu pracowni brakuje projektanta.

Miałaś jakieś obawy?

Jasne. Nie wiedziałam czy sobie poradzę. Stworzenie buta to trudna sztuka. Buty muszą przecież być nie tylko ładne, ale także wygodne – wpływają na postawę całego ciała, na ułożenie kręgosłupa. Oczywiście na początku nie miałam specjalistycznej wiedzy. Przez lata uczyłam się w praktyce. W pracy rzemieślnika cały czas się uczysz. Każdy przypadek jest inny i wymaga indywidualnego podejścia. Nieustannie trzeba doskonalić warsztat, dostosowywać projekt do specyfiki stopy i indywidualnych preferencji klienta. Często projektuje się już podczas przymiarki – razem z klientem dochodzimy do ostatecznego wykroju i kształtu. Trzeba mieć w sobie dużo pokory i otwartości. Schematy rzadko się sprawdzają – nie da się nic przyspieszyć.

Kto w pracowni Twojego dziadka, pełnił rolę projektanta?

Nie było osoby, która zajmowała się tylko projektowaniem. Większą kreatywnością wykazywali się rzemieślnicy – szewcy, ale przede wszystkim cholewkarze. Dziadek obserwował francuskie żurnale. Czasem klientki przynosiły pewnie zdjęcia. W ten sposób tworzyli pary, które wystawiali w witrynie.

HY9A4638
HY9A4637

Jak oceniasz sytuację rzemieślników w Warszawie? Podobno bardzo trudno niektórym z nich znaleźć swoich następców.

To na pewno trudne. Nauki trwają lata. Kiedy pojawia się osoba, którą trzeba douczać, bardzo spowalnia pracę. To z kolei zwiększa koszty. Na pewno nie widzę możliwości kontynuacji pracowni bez taty. To on trzyma pieczę nad pracami w warsztacie, zdejmuje miary i modeluje kopyta. Mamy też zatrudnionego pracownika na etat – szewca, który wykonuje buty. Bez niego byśmy sobie nie poradzili. Jesteśmy trzema filarami, które trzymają tę firmę. Oprócz tego, pracują również z nami cholewkarze, którzy szyją cholewki.

Pomogła wam moda na slow fashion i handmade?

Rzeczywiście trochę wpisujemy się w ten trend, ale myślę, że gdyby nie było mody na slow, nasza sytuacja wiele by się nie zmieniła. Mamy swoją niszę – duża część naszych zamówień to śluby, a większość stałych klientów ma nietypowe stopy. Proces przygotowania buta trwa długo. W jego trakcie zapraszamy klienta na trzy około godzinne spotkania. Przejście przez ten proces jest całym doświadczeniem. Wchodzimy z klientami w bliską relację.

Na jakie trudności napotykasz w pracy?

Na pewno współpraca z moim tatą nie należy do najłatwiejszych (śmiech). Kiedyś bardziej się stresowałam zamówieniami. Byłam mniej pewna siebie. Teraz mam więcej luzu. Akceptuję, że czasem coś może nie wyjść i trzeba na przykład powtórzyć parę.

Opowiedz jeszcze o współpracy z tatą.

Oboje mamy silne charaktery i lubimy dominować, ale niektóre obszary sobie oddajemy. Jestem odpowiedzialna za koordynację całego procesu. Tata jest chaotyczny. Rano chce wiedzieć co ma zrobić dziś i ewentualnie następnego dnia (śmiech). Jak mówię o planach na przyszły tydzień, kompletnie przestaje słuchać. Jestem jego pamięcią podręczną. Klientki uwielbiają tatę, który dużo żartuje.

Znasz jakieś historie o współpracy dziadka i taty?

Myślę, że tutaj dynamika była zupełnie inna. Dziadek miał dużą pracownię. Zatrudniał wielu pracowników. Tata był utalentowanym uczniem. Był młody, uczył się. Dziadek budził respekt. Chyba też trochę inaczej traktowało się klientów. Czasem kiedy klient wchodził, dziadek rzucał okiem na stopy i jeśli stwierdzał, że nie będzie łatwo, oznajmiał, że dziś nie przyjmują zamówień (śmiech).

Patrzysz ludziom na buty?

Jasne, mam skrzywienie zawodowe. Zawsze zwracałam dużą uwagę na stopy. Patrzę też oczywiście na buty – zauważam ciekawe rozwiązania. Obserwuję mody i tendencje. Wraz z rosnącym doświadczeniem zaczęłam zauważać też niedopasowane i źle dobrane buty. Szczególnie dziewczyny są w stanie pójść na niesamowite kompromisy – niestabilne obcasy, luźne pięty, za duże i za małe buty. Sama noszę głównie buty robione u nas, ale to też wynika z tego, że mam szerszą stopę niż przewiduje sklepowy standard. Trudno mi wrócić do wyrabiania butów i deformowania sobie stopy. Zdarza mi się kupować buty, których sami nie robimy.

Oprócz projektowania butów, czym jeszcze się zajmujesz?

Zajmuję się też projektowaniem graficznym. Taki tryb mi odpowiada. Zachowuję większą świeżość kiedy nie skupiam się tylko na jednej dziedzinie projektowania. A przy okazji mogłam sama zaprojektować nasze logo, strony www i materiały promocyjne. Sama również fotografuję nasze buty na potrzeby publikacji w internecie.

Gdzie można zobaczyć projekty Twojego dziadka?

Mamy sporo butów w prywatnej kolekcji, w szafie mamy i jej sióstr (śmiech). Niektóre projekty znajdują się w Muzeum Cechu Rzemiosł Skórzanych na Starówce.

HY9A4628

Jak Warszawa łączy się z Waszą działalnością?

Myślę, że jesteśmy bardzo zakorzenieni w Warszawie, przez kontynuowanie tradycji ściśle związanej z tym miastem. Jestem starą duszą związaną mentalnie z pokoleniem moich dziadków. Tęsknię za wyobrażeniem tamtych czasów. Kontynuacja pracy dziadka to moja nić połączenia ze światem, którego już nie ma. Lubię żyć wyobrażeniem dawnej Warszawy. Często myślę, jakby to było gdyby Warszawa nie została zniszczona.

W temacie starej Warszawy” – jakie są Twoje ulubione warszawskie okolice?

Moim miejscem jest Stara Ochota. Tak jak dziadek, mieszkam teraz nad swoją pracownią. Kupiliśmy tu mieszkanie, bo zauroczyły nas kamienice, mieszkania z wysokimi stropami i przedwojenny duch tej okolicy. Lubię Skwer Sue Ryder z aleją starych drzew i Zieleniec Wielkopolski – pas parku biegnący prostopadle do ulicy Filtrowej. Mam też sentyment do Żoliborza, na którym się wychowałam i do okolic Nowego Światu.

Jakie są Twoje ulubione, warszawskie miejsca?

Lubię chodzić na wystawy fotografii do Domu Spotkań z Historią i do Cafe Bristol obok, którą doceniam za staro-europejski i przystępny klimat. Inne miejsce, taki mój azyl gdzie czuję się jakby zawieszona w czasie, to galeria XIX-wiecznego malarstwa polskiego w Muzeum Narodowym ze specyficznym zapachem i skrzypiącą podłogą. Zaczęłam chodzić tam w liceum szykując się do matury i lubię wracać raz na parę lat by upewnić się, że nic się tam nie zmieniło. Kolejne moje miejsce to Kinoteka, której jestem stałą bywalczynią, niezależnie od tego, w której części Warszawy mieszkam. W sezonie dużo czasu w mieście spędzam w knajpach i choć próbuję nowych, to jednak najczęściej ląduję po sąsiedzku w Heritage na Placu Narutowicza gdzie panuje domowa, lokalna atmosfera. Przez lata wracałam na Poznańską do Bejrutu, Krakena oraz Bibendy na Nowogrodzkiej. Potem w moim życiu zaczęły królować dziecięce miejscówki. Szczególnie polubiłam ochocką Kolonię. Aktualnie moją miejscówką na wieczorne spotkania stał się Warmut, którego ciekawym akcentem są makiety ikonicznych budynków warszawskich podwieszone pod wysokim lustrzanym sufitem. W zestawieniu nie może zabraknąć Baru Studio, gdzie wiele nocy przetańczyłam do muzyki puszczanej przez znajomych lub znajomych znajomych”.

Czego nie lubisz w Warszawie?

Nie lubię niespójności Warszawy i myślenia z perspektywy kierowcy samochodu, a nie pieszego. Mam dobrą orientację w przestrzeni. Myślę mapą. Denerwuje mnie, że Warszawa jest pocięta, pełna wyrw zabudowanych apartamentowcami, poprzecinana arteriami. Zazdroszczę innym miastom jednorodności.

Za co lubisz Warszawę?

Uważam, że mamy dobrą komunikację miejską, która pozwala na odstawienie samochodu. Podobają mi się zmiany zachodzące w Warszawie. Na naszych oczach ludzie wpływają na to miasto. Rodzą się nowe możliwości. Z mojej perspektywy Warszawa daje też dużo opcji do znalezienia swojej przestrzeni do rozwoju.

Pracownia Aga Prus
Portfolio graficzne Agi Prus 


HY9A4632
HY9A4652

Rozmowa: Ewa Mielczarek
 Zdjęcia: Maciek Niemojewski