olajasionowska

Ola Jasionowska

Miejska graficzka i ilustratorka. Pracuje w Biurze Marketingu Miasta, w którym od kilku lat tworzy identyfikację wielu wydarzeń kulturalnych w Warszawie. Jest autorką identyfikacji Międzynarodowego Strajku Kobiet, która zainspirowała ruchy feministyczne na całym świecie.


Plac Defilad Warszawa 

Rozmowwa: Gdzie się urodziłaś?

Ola Jasionowska: Urodziłam się w Malborku, a do szóstego roku życia mieszkałam z rodzicami w Krakowie. Z Malborka pochodzą moja mama i babcia. Po urodzeniu byłam tam bardzo krótko.

Czujesz jakiś związek z tym miejscem?

Kojarzy mi się z wakacjami u dziadków. Przez wiele lat odwiedzałam ich latem. Podobny sentyment mam do Krakowa, ale mówienie, że to mój drugi dom, byłoby nadużyciem. Jak tam wracam czuję, że to bliskie mi miejsce ze względu na rodzinę.

Masz jakieś szczególnie ważne wspomnienia związane z dziadkami?

Jedni dziadkowie mieszkali w Malborku, drudzy pod Krakowem. Dziadek spod Krakowa był leśniczym. Mieszkał w prawdziwej leśniczówce – miał wyżły, kury i kozy. Spędzałam prawdziwe wakacje w błocie – karmiąc raz siebie, raz pieski (śmiech). Mam dużo zdjęć z tego okresu, które robił mój tata. Dziadek ze strony mamy jest myśliwym. Kontakt z naturą, za którą teraz tak bardzo tęsknimy, był wtedy bardzo powszechny.

Do szóstego roku życia mieszkałaś w Malborku, a potem?

Potem mieszkaliśmy w Krakowie, a później w Warszawie.

Pamiętasz gdzie najpierw mieszkałaś?

Mieszkaliśmy na Dolnym Mokotowie przy ulicy Piwarskiego. Potem przeprowadziliśmy się na Górny Mokotów, na Dąbrowskiego. Później na Krasickiego.

Jakie masz wspomnienia z tamtego czasu na Mokotowie?

Mieszkałam na Mokotowie aż do momentu wyprowadzki z domu. To właśnie ta okolica jest najbardziej „moja”. Chodziłam tam do szkoły podstawowej, której budynek był połączony ze szkołą muzyczną. Jak coś się u nas działo – na przykład pękła rura – mieliśmy zajęcia w starej szkole muzycznej, gdzie były drewniane ławki z podnoszonymi blatami, zalanymi atramentem.

olajasionowska1
olajasionowska3

Lubiłaś chodzić do szkoły?

Nie lubiłam chodzić do podstawówki. Byłam zestresowanym dzieckiem. Zaczęłam lubić szkołę dopiero na etapie szkoły średniej. Mogłabym to powtórzyć. Mam stamtąd wiele przyjaźni, które przetrwały do dziś.

Do jakiej szkoły chodziłaś?

Do szkoły plastycznej na Smoczej. To była szkoła sześcioletnia. Byłam tam od początku gimnazjum do matury.

Idąc do gimnazjum wiedziałaś, że chcesz podążać w artystycznym kierunku?

Zaczynałam chodzić na lekcje rysunku w wieku siedmiu lat. Pójście do szkoły artystycznej było pomysłem i inicjatywą moich rodziców. Tata fotografował i rysował, mama zajmowała się rysunkiem. – mieszkając w Malborku, sprzedawała obrazki z rysunkiem zamku. Sama chciała zdawać do takiej szkoły, ale babcia jej nie pozwoliła.

Możesz więcej opowiedzieć o szkole? Co Ci dała najważniejszego?

Spędzaliśmy tam całe dnie. Zajęcia trwały do godziny 17.00. Mieliśmy między innymi rysunek, malarstwo, rzeźbę i fotografię. Nauczyciele traktowali nas jak dorosłych. Mieliśmy profesora, który nie miał zębów i palił papierosy na lekcji. Jak wstawił sobie zęby, nikt go nie poznawał (śmiech). Przede wszystkim, ta szkoła była miejscem, które tolerowało wszelkie inności. Byliśmy w małym gronie – wszyscy się znali z widzenia. Mimo, że lubiłam tę szkołę i dobrze się tam czułam, nadal byłam zestresowaną, zamkniętą osobą. Nie wiem, jak bym przeżyła normalne gimnazjum i liceum (śmiech). Myślę, że to wrażliwy okres dla wielu osób.

Potem od razu zdawałaś na studia?

Szkoła kończyła się maturą, dyplomem i otrzymaniem tytułu zawodowego. Z zawodu jestem plastyczką. Zdawałam ustny egzamin z historii sztuki, i praktyczny z filmu animowanego i rysunku. Niewiele osób z mojej klasy zdawało na Akademię Sztuk Pięknych. Świadczyło to o tym, że szkoła dawała wszechstronne możliwości. Wiedziałam co chcę robić. Zdawałam na grafikę do Polsko-Japońską Akademię Technik Komputerowych. Byłam rok na studiach dziennych. Wzięłam urlop dziekański. Wróciłam na studia zaoczne. Miałam przerwę, znowu wróciłam.

Jak wspominasz ten czas? 

Myślę, że studia byłyby ekstra gdybym mogła studiować w trybie dziennym. Ta szkoła dobrze przygotowuje na rynek pracy. Daje do dyspozycji narzędzia, które rzeczywiście się wykorzystuje w zawodzie. Studiowałam Sztukę Nowych Mediów. W ogóle nie zaskoczył u mnie tryb studiowania zaocznego. Dla mnie przychodzenie dwa razy w miesiącu do szkoły w weekendy i rysowanie po cztery godziny było trudne. Jednocześnie w tym czasie pracowałam, więc ciężko było mi pogodzić te dwie rzeczy. Nie skończyłam studiów, bo zwyczajnie nie było mnie na nie stać. Niespecjalnie żałuję, ale wiem, że dzienne studiowanie mogłoby być fajne i pouczające. Po kilku latach pracy, miałam możliwość powrotu, ale wiedziałam, że wracanie dla uzyskanie „papierka” nie ma sensu.

Myślałaś kiedykolwiek o ASP?

Zaczęłam myśleć o studiach, tuż przed maturą. Czułam, że ASP to nie jest miejsce dla mnie. Myślę, że byłoby mi tam ciężko jako introwertyczce, która na przeglądach z rysunku i z malarstwa nie lubi się uzewnętrzniać i dorabiać ideologii do swoich prac. Zdarzało mi się w szkole usłyszeć, że jestem za mało wylewna na temat moich prac. Jako nastolatka odbierałam to jako zarzut. Chyba nie za bardzo pasowałabym do klimatu na Akademii. Teraz wydaje mi się, że dobrze zrobiłam. Szukałam spokoju, anonimowej i sterylnej przestrzeni.  

olajasionowska3
olajasionowska4

Gdzie najpierw pracowałaś?

Byłam graficzną w firmie, która robiła ekspresowe pieczątki. Wyrabiałam pieczątki na maszynie laserowej. Siedziba firmy mieściła się na Okęciu – mój szef miał biuro w przybudówce na podwórku. Za drzwiami były kury. Mieliśmy akwarium z piraniami, które szef karmił parówkami. Ta praca była okropna (śmiech). Pracowałam w firmie, która projektowała ciuchy dla „panów z teczkami”. Rysowałam wykrojniki koszul, które były szyte na przykład w Wólczance. Pracowałam w telewizji muzycznej – wprowadzałam dane do Excela. Zawsze wszystko źle (śmiech). Później trafiłam do Agencji DDB. Tam zaczęło się moje świadome życie zawodowe.

Jak oceniasz z perspektywy czasu pracę w agencji reklamowej?

Bardzo się cieszę, że trafiłam właśnie tam. To agencja z długim stażem na rynku, z mnóstwem fajnych ludzi, z którymi blisko współpracowałam. Ciężko pracowałam, często po nocach. Jak jesteś młodsza, wydaje Ci się trzeba się zaharowywać i siedzieć długo w pracy. Po jakimś czasie doszłam do wniosku, że robię sobie krzywdę. Miałam poczucie, że dużo się nauczyłam, ale z drugiej strony w moim portfolio były głównie bannery z frytkami.

To był powód, dla którego odeszłaś?

Nie! Jestem strasznym tchórzem. Dostałam po prostu ofertę pracy od Miasta Stołecznego Warszawy. Robiłam wtedy Hozmówki z Hanną.

Opowiedz jak powstał ten projekt.

Siedziałam chora w domu i robiłam strasznie głupie rzeczy. Wymyślałam te grafiki i śmiałam się sama do siebie ze swoich żartów. Okazało się, że rysunki spodobały się wielu osobom. Miałam z tego dużą przyjemność. Najlepsze pomysły przychodzą mi do głowy, kiedy odczuwam najmniejszą presję.

Jak myślisz, dlaczego tak wiele osób pokochało ten projekt?

Myślę, że oryginalna postać, Hanna Gronkiewicz-Waltz, jest bardzo poważna. Gdyby wziąć na warsztat osobę zabawną i stworzyć jej ilustracyjną wersję, to już nie byłoby takie śmieszne.

Rozmawiałaś kiedyś z Hanną o Hozmówkach?

Nie, nigdy nie rozmawiałyśmy o tym projekcie. Nasza najdłuższa rozmowa trwała kilka sekund, kiedy w pracy podczas nagrania poprosiłam ją o przeczytanie czegoś z kartki.

Nie mijałyście się nigdy?

W ogóle. Nie pracowałam przy gabinecie Prezydenta. Mamy mnóstwo różnych biur.

Czy można powiedzieć, że ten projekt, sprawił, że zatrudniono Cię w M.St. Warszawie? 

Dzięki temu projektowi zostałam zauważona, ale jak zaczęłam pracować, przestałam go prowadzić. Nie czułam już tego luzu i przyjemności. Wyobraź sobie, że robisz memy o swoim pracodawcy (śmiech). Jestem zachowawcza – cały czas pytałabym o zgodę (śmiech). Może to nieskromnie zabrzmi, ale myślę, że zatrudniono mnie przez moją umiejętność radzenia sobie w Internecie, nie do końca ze względu na tematykę projektu, który wypromowałam.

Co poczułaś jak dostałaś propozycję pracy dla miasta? Miałaś wątpliwości?

Miałam mnóstwo wątpliwości. Poszłam na rozmowę, bo wychodzę z założenia, że na większość rozmów warto iść. Byłam na 90% przekonana, że to nie dla mnie. Wyobrażałam sobie urząd jako archaiczne miejsce z dziwnym zapachem i paprociami. Jednak kiedy dowiedziałam się o możliwościach i zasięgach projektów, które mogę tworzyć i zaczęłam porównywać to z pracą agencyjną, zaczęłam dostrzegać wiele plusów, które do dziś przeważają. Fajnie jest pracować w biurze, z młodymi ludźmi i używać „nowego języka”, a nie składać przez system zamówienie na zeszyt, który przyjdzie do mnie za cztery tygodnie (śmiech). Ale pomimo tych trudności, myślę, że mam większy wpływ na rzeczywistość, która mnie otacza. Jestem w stanie do tego podejść z humorem, czasem obśmiać ten stan i zrobić projekt, który jest potrzebny i widoczny na mieście. Jako graficzka myślę, że w tej pracy mam większy wpływ na otoczenie.

Jak wygląda Twoja praca?

Najczęściej Biuro Marketingu, w którym pracuję dostaje zlecenie na wykonanie usługi np. zaprojektowanie identyfikacji danego wydarzenia. Później projekt jest przydzielany konkretnej osobie i następuje klasyczny przepływ informacji pomiędzy klientem, trafikiem, a grafikiem.

Jaką masz dozę wolności? Masz wrażenie, że ta praca daje Ci głównie możliwości czy też Cię ogranicza?

Jak porównuję tę pracę z pracą agencyjną to myślę, że mogę więcej. Jak myślę o pracy pozaetatowej, z klientem, to mogę mniej. Moi klienci, wybierają mnie, bo już znają moje portfolio i mój styl. W pracy etatowej jest trochę inaczej, nigdy nie ma na nic czasu. Myślę, że wielu pracowników etatowych ma takie poczucie, że są mocno eksploatowani. Oczywiście jest to też kwestia granic, które stawiamy.

Jest projekt, który chciałaś zrobić, ale nie został wdrożony.

Często mam odrzucane projekty! Przynajmniej nauczyłam się, żeby nie proponować miliona wersji od razu na początku.

Z perspektywy czasu – które projekty, kampanie, które zrobiłaś są dla Ciebie najważniejsze?

Najbardziej lubię projekty „wiślane”, czyli takie, które powstały dla Dzielnicy Wisła. Robiąc je, miałam najwięcej luzu. Przy okazji tego projektu powstały również żagle na łódki Omega i neon na moście Świętokrzyskim. Lubię projekty, które pojawiają się na muralach na „patelni” w centrum. Lubię też projekt o segregowaniu śmieci, który zrobiłam z Agatą Kleczkowską, Zuzią Piętkowską i Jankiem Pietrzakiem, odpowiedzialnymi za scenografię i zdjęcia.

Odczuwasz jeszcze ekscytację widząc Twój projekt w przestrzeni miejskiej?

Totalnie! Zawsze cieszę się, jak ktoś przysyła mi zdjęcia moich projektów.

olajasionowska6
olajasionowska5

Apropos obecności w przestrzeni miejskiej. Jesteś też autorską identyfikacji Strajku Kobiet. Jak powstawał ten projekt?

Plakat na Strajk Kobiet powstał bardzo szybko. Poprosiła mnie o niego Natalia Pacewicz, współorganizatorka wydarzenia. Mocno się identyfikowałam z tym tematem, więc pomysł przyszedł od razu. Zestawiłam spokojny profil dziewczyny z błyskawicą. Cieszę się, że mój projekt wszedł do użycia i był przerabiany na całym świecie. Mam cały folder z jego przeróbkami.

Czy Warszawa jest trudnym miastem do rysowania?

Jest trudna, ponieważ ma dużo fajnych obiektów, które znikają jak na przykład Pawilon Emilia, ale jest też wdzięcznym miastem od odwzorowywania.

Jest tak kolorowa jak na Twoich plakatach czy staje się wyidealizowana?

Myślę, że w pewnym stopniu jest to idealizacja. Jak byłam dzieckiem, rysowałam żeby polepszyć sobie rzeczywistość.

Lubisz mieszkać w Warszawie?

Chyba tak. Nie lubię mieszkać na Pradze-Północ. Myślę o przeprowadzce na z powrotem na lewy brzeg.

Co lubisz w tym mieście?

Lubię jak w wakacje nikogo nie ma. Lubię godzinę 5 rano latem. To zabrzmiało jakbym nie lubiła ludzi (śmiech), ale lubię przyglądać się jak wygląda ta naga, czysta przestrzeń. Można wtedy docenić jej strukturę pod spodem. Lubię też prawą, dziką stronę Wisły i fakt, że dwa brzegi są od siebie tak bardzo różne.

Co Cię denerwuje w Warszawie?

Nie lubię tej pory między styczniem a majem, jak wszystko się topi i nie wiesz jaka jest pora roku (śmiech). Wkurza mnie też smog, chaos reklamowy, zaparkowane wszędzie samochody i porozjeżdżane trawniki.

Jakie są Twoje miejsca w Warszawie?

Lubię Wisłę z perspektywy Wisły. Polecam przepłynąć się po niej motorówką o zachodzie słońca z Philem Collinsem. Płynęłam tak i było super! (śmiech). Uwielbiam okolice Placu Defilad.

Gdybyś mogła rysować dla innego miasta, to rysowałabyś dla…?

Może nie dla miasta, ale dla regionu – strasznie mi się podobają rysunki, które sprzedają za zbyt dużo pieniędzy nad jeziorem Como.

HY9A4269
olajasionowska7

*Wszystkie plakaty autorstwa Oli Jasionowskiej

Rozmowa: Ewa Mielczarek

 Zdjęcia: Maciek Niemojewski